platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Kameleon, czyli banita

No i stało się. Zaczynam pisać bloga. Na początek proszę o wyrozumiałość szanownych Czytelników, którzy być może zechcą tu od czasu do czasu zajrzeć. Pisanie bloga podobno ma to do siebie (tak mnie ostrzegali znajomi, niektórzy z nich to prawdziwi blogowi weterani), że czasem szybciej człowiek coś napisze, niż pomyśli. Czasem chce błysnąć, zabić komuś ćwieka błyskotliwą ripostą. Co do mnie – jako, że ekstrawertykiem raczej nie jestem – takie loty zazwyczaj kończą się kacem. Przez duuuuże „K”. W każym razie częściej żałuję tego typu „improwizacji”.

Przepraszam zatem za tę moją grafomanię, której – obiecuję – będę się wystrzegał jak ognia. Ale, która może się pojawić tu i tam, niestety. I proszę jeszcze raz o wyrozumiałość oraz – owszem – o wytykanie mi tych wszystkich śmiesznot, które mogę niechcący popełniać. Biorę wszystko na klatę! Mam nadzieję, że wyjdę z tego żywy.

Jak więc mówi tytuł mojego debiutanckiego wpisu, dzisiaj będzie o ludziach-kameleonach. Zrobiłem mały rekonesans i okazało się, że w samym tylko województwie kujawsko-pomorskim policja poszukuje co namniej kilkunastu bandytów. Oczywiście nie mówię tu o alimenciarzach uchylających się przed psim obowiązkiem płacenia na własne dzieci. Mam na myśli przestępców z krwi i kości, recydywistów z wyrokami, którzy żyją w cieniu, zmieniają nazwiska, tożsamość, zawody. Byle tylko nie dać się złapać policji.

Jeden z takich mistrzów kamuflażu ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości już prawie 20 lat. Kryminalni z Zespołu Poszukiwań Celowych (specjalnie wydzielonej jednostki śledczej w bydgoskiej KWP) chcą go ująć, bo facet ma na koncie zarzut uśmiercenia swojej kochanki. Zabójstwa dokonał w 1992 roku w Poznaniu. Ślad się po nim urwał. Możliwości jest kilka. Albo już nie żyje, albo jest tak cwany, że już blisko dwie dekady pogrywa sobie w najlepsze z policjantami. Pytanie tylko, gdzie? W naszym regionie? A może wyjechał gdzieś dalej?

Sam fakt, że gość jest na wolności, to zła nowina. Równie zła – może dawno już ułożył sobie życie na innym kontynencie. Swego czasu miałem okazję porozmawiać z detektywem, pracującym w CBB (nie, to nie „państwowa” agenda zawodowych tropicieli:), tylko prywatne biuro). Śledczy zapewniał, że gros ludzi o przestępczej przeszości z powodzeniem wsiada na pokłady samolotoów, by szukać szczęścia w… Ameryce Południowej. Wiem, wiem, też w pierwszej chwili pomyślałem, że to żart. Od razu przychodzą na myśl takie oto historie – Argentyna, Eichmann, Klaus Barbie, Josef Mengele… Jednak bydgoski śledczy zarzeka się, że bywało, iż musiał przerwać poszukiwania dłużnika na zlecenie, bo ślad urywał się w Argentynie, Meksyku, Brazylii. A jak wiadomo z tymi państwami umów ekstradycyjnych nie mamy.

Swego czasu nasi rodzimi bandyci szukali „azylu” w Niemczech, czy w Hiszpanii. Na Półwyspie Iberyjskim kilka lat temu wpadł między innymi Stefan Ch., ścigany za udział w porwaniu dla okupu dwóch Holendrów. Ta historia miała swoje drugie dno – w tym przypadku chodziło o wyrównanie rachunków za pomoc w zorganizowaniu plantacji „marychy” pod Bydgoszczą. W lutym tego roku w Niemczech, w Westfalii wpadł inny poszukiwany – Adam S. Ten z kolei ma zarzut zabójstwa.

2 komentarze do “Kameleon, czyli banita”

  1. Go napisał(a):

    Dwadzieścia lat i nie mogą znaleźć faceta. Najwyraźniej jest dużo bystrzejszy

Zostaw komentarz