platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: Sierpień 2012

Korona z głowy nie spadnie. Zostaje na zawsze

Żyją w cieniu, w ich interesie jest nie chwalić się swoim statusem. Za grzechy nie ponoszą kary, albo – jeżeli były naprawdę ciężkie – dostają łagodniejszy wyrok. W Polsce jest około osiemdziesięciu świadków koronnych. Program ochrony świadków CBŚ pod swoimi skrzydłami ma jednak ponad 280 osób. To krewni, bliscy, kochanki i dzieci skruszonych przestępców.

Po latach od rozbicia i skazania „sekretarzy” pruszkowskiego gangu najsłynniejszy polski świadek koronny Jarosław Sokołowski wyznaje, że jego życie jest teraz gehenną. Na łamach dziennika.pl mówi o koszmarze, o drżeniu na myśl o bezpieczeństwie swoich bliskich. Demony przeszłości go nie opuszczają. Podobno wyznaczono ładną sumkę za jego głowę.

Palenie za sobą mostów poprzez wyrabianie nowych dokumentów, na nowe nazwisko, nowe miejsce zamieszkania, itd. to standardowe postępowanie świadków koronnych. Choć właściwie nie ich, tylko wąskiej grupy „opiekunów”, policjantów odpowiedzialnych za ich bezpieczeństwo. Podobno tylko jeden z „koronowanych” zdecydował się na najbardziej drastyczny krok w zmianie swojej tożsamości – operację plastyczną. Jak nietrudno się domyślić, CBŚ nie informuje, o kogo chodzi. Wiemy tylko, że taka sytuacja miała miejsce.

W jakich procesach byli powoływani świadkowie koronni w Polsce? Nie tylko w tych największych – sprawach Pruszkowa, Wołomina, Ośmiornicy. Mamy też nasz lokalne korony. Jeden z pierwszych byłych przestępców objętych w Kujawsko-pomorskiem programem ochrony świadków to niejaki Dariusz T. Sprawa jest stara, dotyczy zabójstwa z 1997 roku. Jesienią w Zalewie Koronowskim niedaleko wsi Pólko wędkarz znalazł przypadkiem ciało mężczyzny. Topielec miał przytroczone do nóg ciężarki z siłowni – jego oprawcy ewidentnie nie życzyli sobie, by wypłynął na powierzchnię. Po niecałych dwóch tygodniach było już jasne, że to zwłoki Jarosława Lorka, szefa bydgoskiej agencji ochrony „Help”. Lorek – według zeznań świadków, między innymi koronnego – miał się narazić kolegom z przestępczego światka tym, że postanowił robić interesy na boku. Poza głównym obiegiem kasy, bez płacenia „abonamentu”. Podobno na własną rękę skupywał papiery wartościowe. Podobno…

Zeznania świadka koronnego zaprowadziły jednak śledczych w kozi róg. Choć może przedstawiane przez niego poszlaki po prostu trudno było poprzeć jakimiś mocniejszymi argumentami. Tak, czy inaczej w 2011 roku zapadł wyrok uniewinniający. Z oskarżeń o dokonanie na Lorku egzekucji oczyszczono zarówno Adama N., znanego w kręgach jako „Rzymianin” (to z powodu postury, jak i charakterystycznego nosa) jak i jego domniemanego wspólnika Tomasza L. „Pycia”. Nie zdołano udowodnić przewijającego się w zeznaniach świadków wątku o tym, jakoby „Rzymianin” (tego samego dnia, gdy zginął Lorek) miał chwalić się tym, że strzelał do swojej ofiary „jak do kaczki”.

To tyle na razie. W kolejnej odsłonie „Pocztu Naszych Koron” między innymi o panu M., który zmienił nazwisko na L.