platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Sąsiad Brunon zamachowiec

– A co was tam, w tej Bydgoszczy to obchodzi? – z wyrzutem i jakby z pierwszego piętra na parter rzuciała mi w słuchawkę sekretarka rektora Uniersytetu Rolniczego w Krakowie. A ja tylko chciałem zapytać, jakie fuchy miał na kujawsko-pomorskiej uczelni Brunon K.? Bo, o tym że ma mieszkanie w Bydgoszczy, już wiedziałem.

Tak, czy inaczej w jego krakowskiej alma mater nikt – podobno – nie miał pojęcia, że dr K. jeździ z gościnnymi występami do Kujawsko-pomorskiego i tu kształci przyszłych chemików. A jednak to podobno właśnie u nas, podczas jednego z wykładów miał dać się ponieść swym polityczno-katastroficznym emocjom. Studenci ponoć byli tak wytrąceni z równowagi postulatami, które padały z ust szalonego chemika, że… zawiadomili policję. Bo rzekomo miał mówić o tym, że przyszedł czas, „by wymienić całą klasę polityczną” w Polsce. Rzecz jasna, ani policja, ani prokuratura, ani też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie potwierdza wprost tego wątku. Rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej ogólnikowo tylko przyznał, że w Bydgoszczy „były prowadzone działania, które wykonywali na zlecenie krakowskiej prokuratury funkcjonariusze ABW”. Ale jaki miały zasięg, ilu świadków przesłuchano, co zabezpieczono? Co do szczegółów śledczy nabierają wody w usta.

A tymczasem punkt zaczepienia w Bydgoszczy niedoszły zamachowiec miał nie byle jaki. W centrum miasta na tyłach urokliwego osiedla Sielanka, a bliżej tak zwanej dzielnicy muzycznej, niemal na zapleczu Filharmonii Pomorskiej stoi secesyjna, okazała kamienica. Chodzą plotki, że Brunon jest jej właścicielem. Na miejscu okazuje się, że już nie właścicielem, tylko lokatorem. Po kilku rozmowach z mieszkańcami dowiaduję się, że tak właściwie to on tu nie mieszka, a tylko ma mieszkanie. Lokal, który od dziesięciu lat zajmuje jego matka. Bo tak w ogóle, to cały gmach należy do wspólnoty mieszkańców.

Zacieram ręce, bo przecież, skoro wspólnota, to też wspólnotowe zebrania. Skoro zebrania, to i Brunon musiał tu przyjeżdżać – jeżeli nie do matki, to choćby po to, by podpisać różne kwitki remontowe, podsumowania rozliczeń za wodę, gaz, prąd itp. I co się dowiaduję? Nikt zamachowca chcącego wysadzić Sejm w powietrze w nim nie widział. Pytam sąsiadkę, kiedy był w Bydgoszczy po raz ostatni. Przed rokiem. Serce bije szybciej, myślę, Boże – skoro gość zgromadził w domu cztery tony materiałów wybuchowych, to ile miał ich już przed rokiem – tonę, dwie, może trzy?

– Taki formalista z niego był. Tylko podpisać, załatwić, wyjechać. I to wszystko – słyszę od tej samej sąsiadki.

Łatwo wyobrazić sobie Brunona K. siedzącego na krześle podczas zebrania wspólnoty i zerkającego na zegarek. I może myślami obecnego zupełnie gdzieś indziej.

W tym kontekście dziwnie ponuro brzmi to, co wyznał inny sąsiad: – Trochę zamknięty w sobie. Tematów politycznych chyba unikał.

Zostaw komentarz