platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: Wrzesień 2013

Mafia ON ma się dobrze

 Chrzczone paliwa już nie są sprzedawane pokątnie w szopach, pakamerach i garażach rozrzuconych po zabitych dechami pipidówkach. I u nas na kujawsko-pomorskiej ziemi kwitnie nowy, odziany w najlepsze garnitury, szyldy sieciowych renomowanych stacji biznes. Nieświadomy klient, kierowca przemierzający nasz region tankuje, płaci i odjeżdża. Nie ma nawet pojęcia, że przed chwilą wlał do baku substancję, tylko z nazwy będącą benzyną, albo olejem napędowym. A w najlepszym razie kupił prawdziwe paliwo, tylko że sprowadzone do kraju bez akcyzy.

Minister Janusz Piechociński zapowiada, że w styczniu wejdzie w życie rozporządzenie techniczne nakazujące właścicielom i zarządcom stacji paliw przestrzeganie restrykcyjnych, wywindowanych do „poziomu europejskiego” norm jakościowych sprzedawanej benzyny i ropy. Czy tak się stanie w istocie? Lobby paliwowe jest potężne. Niech świadczy o tym fakt, że zapowiadane rozporządzenie miało wejść w życie już siedemnaście lat temu. Od tego czasu było przesuwane pięć razy. Ostatnie odroczenie decyzji o zmianie przepisów miało miejsce w styczniu ubiegłego roku. teraz podobno odwołania nie będzie.

Naszym kujawsko-pomorskim podwórkiem w ostatnich latach wstrząsnęło kilka dużych afer z handlarzami paliwem w rolach głównych. Jedna z większych spraw została skierowana do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy przez Prokuraturę Okręgową w Gorzowie. Śledztwo udało się przekuć w akt oskarżenia wymierzony w grupę dziewiętnastu osób – biznesmenów, działających na pograniczu prawa biznesowych logistyków, udziałowców i zwykłych słupów. Główny oskarżony w procesie, który rozpoczął się w 2010 roku, to bydgoszczanin, Janusz M. Swego czasu zasłynął na scenie biznesowej, jako potentat w produkcji palet i kółek do wózków sklepowych. Dorobił się niemałej fortunki, a w sprzyjających okolicznościach postanowił wcielić w życie zasadę, że „pieniądz robi pieniądz”.

W 2003 roku z propozycją wspólnego interesu przyszedł czeski miliarder Frantisek Mrazek. U naszych południowych sąsiadów już w latach 90. stał się właścicielem prawdziwego spożywczego giganta. Konsorcjum Setuza postrzegał jednak, jako tylko windę, a właściwie katapultę mającą pozwolić stworzyć mu prawdziwe imperium. To właśnie za radą Mrazka poszedł Janusz M. i w 2003 roku założył firmę obrotu paliwami.

Umowa była taka, że nowe przedsiębiorstwo okrzepnie na rynku, a w Polsce zostanie uwolniony handel biopaliwami. Mrazek proponował, że po preferencyjnych cenach będzie sprzedawał produkowane w Czechach biopaliwo firmie M., a ten stanie się potentatem w Polsce. Zyskami z tego interesu panowie mieli dzielić się „według zasług”. Planowane zyski miały iść w miliony. Plany przerwała jednak nieoczekiwana śmierć Mrazka. Został zastrzelony w 2006 roku w Pradze. M. założył nową spółkę, z siedziba w Poznaniu, a jej szefem został oficjalnie Andrzej K.

K. był słupem, którego w tym samym roku na celownik wzięli śledczy prokuratury. Zarzut? Udział w grupie zajmującej się sprzedażą chrzczonych paliw na stacjach w Bydgoszczy, a także między innymi w Białych Błotach i Nakle. Olej napędowy zaradni „nafciarze” wytwarzali z oleju opałowego, który był kilka razy tańszy od prawdziwego paliwa.

Inna duży proces mafii paliwowej rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Toruniu. W ławie oskarżonych zasiadło 22 mężczyzn z 52-letnim wtedy Romanem S. na czele. Prokuratura zarzucała im sprzedaż oczyszczonego oleju opałowego jako paliwa. Oszacowano, że na tym procederze skarb państwa stracił ponad 30 mln zł.

W ubiegłym roku prokuratury bydgoska i świecka prowadziły cztery sprawy dotyczące sprzedaży paliw, które nie spełniały wymaganych norm. Wszystkie umorzono.