platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Deus ex machina? Nie, to tylko proces

Gromy się sypią na głowy biegłych sądowych. A to, że wydają opinie w procesach z kilkutygodniowym, czasem kilkumiesięcznym poślizgiem. A to, że bywają niekompetentni; że – choć nauka jest nauką – bywa, iż dwaj specjaliści z tej samej dziedziny, kiedy przychodzi do konfrontacji na sali sądowej, wydają skrajnie odmienne opinie. I bądź tu mądrym, chciałoby się powiedzieć.Proces, który został wznowiony w bydgoskim sądzie okręgowym, jest jednak dowodem na to, że instytucja biegłego bywa przydatna. I to bardzo.

Szczególnie kiedy opinia wydana na wniosek oskarżyciela, obrońcy, albo sędziego odkrywa być może – i tu nie boję się użyć tego słowa – niekompetencję organów ścigania. A szczególnie policji wykonującej w tym konkretnym przypadku czynności śledcze pod nadzorem prokuratora. Sprawa nie byle jaka, bo chodzi o zabójstwo.

W marcu ubiegłego roku zginął człowiek. Zabójstwo miało miejsce w bloku na osiedlu Leśnym w Bydgoszczy. Sekcja zwłok jednoznacznie wykazała, że przyczyną zgonu Gerarda J. była rana zadana w klatkę piersiową. Ostrze noża wbite w ciało ofiary trafiło w worek osierdziowy powodując następnie „tamponadę mięśnia sercowego”, a w następstwie śmierć. Tu warto zaznaczyć, że okoliczności tego zdarzenia również są istotne. Miało ono miejsce w czasie – jak to się nazywa – „biesiady suto zakrapianej alkoholem”. Przed sąd został doprowadzony oskarżony. Jest nim liczący 74 lata Bernard D. To ojciec partnerki zmarłego mężczyzny.

I co z tego? Czy wiek gra tu jakąś rolę? – można by zadać pytanie. I słusznie. Bo kodeks postępowania karnego nie rozróżnia stopnia winy oskarżonego, który przekracza taki to, a taki wiek. W tym przypadku jednak ma to znaczenie. Biegli medycy powołani do przedstawienia ekspertyz w procesie, stwierdzili, że oskarżony praktycznie nie widzi na jedno oko, drugim okiem rozróżnia kształty, ale tylko przy dobrym świetle. Ma trudności z poruszaniem się i słabo słyszy. Na sali sądowej doszło do niecodziennej sytuacji. Sędzia po wysłuchaniu opinii jednej z biegłych (okulistki), postanowił przeprowadzić mały eksperyment. Sędzia zapytał oskarżonego, ile osób siedzi przy ławie sędziowskiej. Oskarżony poprosił o powtórzenie pytania. Po chwili wahania powiedział, że widzi dwie osoby. Nastąpiła cisza. W Bernarda D. wpatrywali się osłupiali dwaj sędziowie (przewodniczący składu i sprawozdawca) oraz kilku ławników.

Biegła okulistka, na pytanie sędziego, czy to możliwe, że oskarżony mógł precyzyjnie pchnąć ostrze noża w klatkę piersiową ofiary, odpowiedziała, że… nie jest w stanie tego stwierdzić. Dodała, że z powodu choroby (jaskry) dostrzega jedynie zarysy postaci i to w jaskrawym świetle. W miejscu zacienionym mógłby nawet nie zauważyć postaci przebywającym razem z nim w pokoju.

Sędzia zdecydował o uchyleniu oskarżonemu aresztu ze względu na stan zdrowia. Zapowiedział też, że rozważa zmianę kwalifikacji czynu z zabójstwa na spowodowanie poważnego uszczerbku na zdrowiu, który doprowadził do śmierci. W skrócie oznaczałoby to, że Bernard D. jeżeli zaatakował swojego niedoszłego zięcia (pomiędzy panami dochodziło do sprzeczek, głównie z powodu nadużywania alkoholu przez Gerarda), to zrobił to na oślep, nie celując w serce.

Już po mowach końcowych pojawił się w procesie nowy świadek. Nie osobiście, ale przysyłają pismo zawierające jakieś rewelacje, informacje mające rzekomo odwrócić bieg procesu. Sędzia wznowił przewód. Czy to możliwe, że człowiek w podeszłym wieku, schorowany, prawie niedowidzący mógł zostać niesłusznie oskarżony? Wyrok w tej sprawie ma zapaść jeszcze w tym roku.

Zostaw komentarz