platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: 20 maja 2016

Żołnierz „Szkatuły” i jego wyczyny

W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy trwa proces Piotra M. To były członek grupy przestępczej kierowanej przez podwarszawskiego gangstera Rafała S. „Szkatułę”. W kujawsko-pomorskie strony przywiał go wiatr sprawiedliwości aż z hiszpańskiego Alicante. Co M. tam robił? Po rozbiciu grupy S. Piotr M., noszący ksywę „Księgowy” (bo w gangu miał zajmować się finansami), postanowił  – jak przekonują śledczy – spróbować własnych sił w ciemnych interesach. W Hiszpanii miał rozkręcić narkotykowy biznes. I zarabiać na przerzucaniu dragów z południa Europy do Wielkiej Brytanii i Polski. Kierował tym interesem z miasta Alicante właśnie. Tam  też werbował Polaków. Widocznie wczuł się bardzo w rolę bossa, bo nawet jego bliscy byli współpracownicy mówią, że w pewnym momencie (interes kwitł w latach 2009-201o) zaczął zachowywać się dziwnie.

Dziwne było już to, że – jeśli wierzyć zeznaniom jednego ze świadków – obierał przysięgo od swoich „podwładnych” w kościele. Przysięgali mu wierność i lojalność. Prawie jak ojcu chrzestnemu. Niektórzy powtórzyli ten ceremoniał w Polsce na Jasnej Górze. Jeden z byłych współpracowników zeznaje teraz w procesie w charakterze świadka. To Patryk K. przebywający obecnie w Holandii. Wyjaśnienia dla Sądu Okręgowego w Bydgoszczy składa za pośrednictwem telełącza. Ostatnio mówił o tym, jak M. kazał mu rzekomo w Polsce kupić broń. K. pojechał do Poznania i umówił się telefonicznie z pośrednikiem w lesie pod miastem. Za pistolet produkcji węgierskiej zapłacił wtedy podobno ponad 3 tys. zł. W komplecie było sto nabojów.

Byłych żołnierzy „Księgowego” niepokoiła podobno jego skłonność do pozbywania się niewygodnych „kontrahentów”. Przykładem miał być wydany przez niego rozkaz podłożenia ładunku wybuchowego w jednym z domów w Sochaczewie…

Proces trwa. M. grożą lata odsiadki za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.

Wyrok za zbrodnię z Archiwum X utrzymany w mocy

Sławomir G., który w 1994 roku – jak uznał sąd w Bydgoszczy – zamordował 22-letnią Joannę S., będzie musiał jednak odsiedzieć 15 lat więzienia. Przypomnijmy, że wyrok w tej sprawie zapadł niedawno. Mężczyznę po 20 latach od zabójstwa (dokonanego w Bydgoszczy) udało się zatrzymać i oskarżyć. Kryminalni z Bydgoszczy po miesiącach żmudnej pracy operacyjnej zebrali dowody obciążające G. Motywem zabójstwa było zawiedzione platoniczne uczucie, a morderca (który zadał bezbronnej ofierze nożem 15 ran) przez lata żył unikając sprawiedliwości. Twierdził nawet, że wyparł z pamięci swoją wizytę w domu Joanny na krótko przed jej śmiercią. Biegli potwierdzili, że mógł u niego zadziałać mechanizm wyparcia traumatycznego wydarzenia.

Tak, czy inaczej obrońca G. w jego imieniu odwołał się od wyroku do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Tenże w ostatnim czasie rozpoznał sprawę i utrzymał w mocy wyrok bydgoskiego sądu. G. ma do odsiadki jeszcze 14 lat więzienia (na poczet kary zaliczono mu areszt).

Szeryf łapie, śledczy puszcza

Jak wiadomo od zatrzymywania facetów, którzy umawiają się na seks z 13-latkami, są policjanci. Czasem jednak mundurowych wyprzedzi „szary” obywatel. Tak było w przypadku historii, która wydarzyła się w grudniu ubiegłego roku. W sidła, jakie w internecie na dojrzałych wielbicieli wdzięków dziewczynek zastawił mieszkaniec Bydgoszczy imieniem Krzysztof, wpadł Radosław G. 32-latek chciał się umówić na pikantne spotkanie z zapoznaną w sieci nastolatką. Nie miał pojęcia, że przez kilka godzin czatował z 22-latkiem, który kombinował, jak tu zatrzymać delikwenta i przekazać policji. Kombinował, myślał.  No i udało się. „Radek”, bo tak przedstawiał się na internetowym czacie, został zatrzymany na gorącym uczynku. Policjanci postawili mu nawet zarzut o wadze 3 lat więzienia.

Co z tego, jeżeli śledztwo wobec Radka prokuratura umorzyła? Śledczy dali wiarę tłumaczeniom dorosłego mężczyzny, że był przekonany, iż rozmawia z osobą dojrzałą, a nie z dzieckiem. Szef prokuratury rejonowej w Bydgoszczy zapowiada sprawdzenie, czym motywowana była decyzja o umorzeniu postępowania. Czekamy na wnioski.

Zbrodnia na dyrektorze PZU. Znikający świadkowie

Gdzie jest świadek koronny w procesie o zabójstwo Piotra Karpowicza w 1999 roku? Zniknął. Ostatnio nie stawił się w sądzie.

To już kolejny raz, kiedy postępowanie w sprawie jednego z najbardziej bulwersujących zabójstw ostatniego ćwierćwiecza w Bydgoszczy, staje w martwym punkcie. No może nie tak do końca p]martwym. Bo ostatnio złożono w sądzie wniosek o przesłuchanie w charakterze świadka jednego z współaresztantów, który dzielił celę z Tomaszem Gąsiorkiem (oskarżonym w procesie o zlecenie zabójstwa dyrektora pionu odszkodowań w PZU). Czy świadka uda się doprowadzić na salę? Jest za kratami, zatem wydział konwojowy musi „tylko” bezpiecznie dowieść świadka do sądu. Ale w sprawie, która ciągnie się już siedemnasty rok, wszystko może się zdarzyć.

Biznesmen z zarzutami znika

Prokuratura okręgowa w Bydgoszczy prowadzi postępowanie w sprawie machinacji, których miał dokonywać Zbigniew K. Właściciel sieci sklepów Zetka ulotnił. A wraz z nim milionowe zobowiązania, które miał wobec swoich wierzycieli. Jest poszukiwany od jesieni ubiegłego roku. Choć „poszukiwany: to w tym przypadku chyba słowo na wyrost. Bo przecież mimo zarzutów, jakie próbowano przedstawić przedsiębiorcy (a co nie było możliwe, ponieważ policja nie zastała go w miejscu zamieszkania), prokuratura do tej pory nie wnioskowała o nakaz jego aresztowania.

Ptaszki śpiewają, że K. może ukrywać się w Niemczech. Do jego zatrzymania potrzebny byłby zatem Europejski Nakaz Aresztowania. Śledczy jednak wciąż kompletują dowody. Wszystko przez to, że w momencie ujęcia Z. musieliby „procedować” dalsze postępowanie wobec niego tylko w świetle tych dowodów, które były podstawą wydania ENA. A tymczasem zgłaszają się kolejni poszkodowani przez K.