platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Chłopiec na posyłki

W sprawie o zabójstwo dyrektora PZU przed 18 laty nastąpił mały przełom. Choć i to słowo chyba jest na wyrost. W ogóle pojęcie procesowego przełomu w odniesieniu do tej konkretnej sprawy nieco się już zdewaluowało. Przełomów, zwrotów i punktów kulminacyjnych można by w sprawie Tomasza Gąsiorka oraz pozostałych oskarżonych – w tym Henryka L. „Lewatywy” i Adama S. „Smoły”  – naliczyć kilkanaście. Jeśli nie więcej.

Na ostatniej rozprawie swoje zeznania raczył złożyć świadek koronny Stanisław R., dawny kompan „Lewatywy” i większej części ferajny zajmującej w tej konkretnej sprawie ławę oskarżonych. Otóż R. zażyczył sobie, co sędzia oczywiście uszanowała, zeznawać w warunkach wyłączonej (czasowo) jawności. W istocie sprowadzało się to do konieczności opuszczenia przez dziennikarzy sali rozpraw. Tak się jednak składa, że wcześniej złożone zeznania R. były już dobrze znane wszystkim zainteresowanym sprawą. Nie wiadomo, czy tym razem R. podtrzymał wcześniej złożone wyjaśnienia, czy nie. W każdym razie, z tego, co mówił wcześniej – jeszcze w ubiegłym roku – wynikało, że dawno temu, w zamierzchłej przeszłości lat 90. pośredniczył w przekazaniu pewnemu człowiekowi broni i samochodu. Twierdził, że spełniając to zadanie wypełnił rozkaz swojego ówczesnego szefa, „Lewatywy” (oskarżonego później o zorganizowanie zamachu na szefa z bydgoskiej ubezpieczalni.

Jesienią ubiegłego roku do tych rewelacji odniósł się inny świadek, Sławomir G. (swoją drogą, ciekawa postać – bydgoszczanin, którego dwa lata temu w drodze ekstradycji sprowadzono do Polski prosto z Chicago, gdzie po burzliwej, przestępczej przeszłości w Polsce wiódł w miarę normalne, ułożone życie). Oto G. w krótkich żołnierskich słowach przed sądem stwierdził, że wyjaśnienia R. można traktować wyłącznie, jako bajki, ponieważ pod koniec lat 90. był jeszcze młokosem. A jak wiadomo „chłopcu na posyłki nikt poważny broni by nie powierzył”.

Zostaw komentarz