platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: Czerwiec 2017

Takie „pajdy” dla policjantów

W Sądzie Rejonowym w Bydgoszczy zapadł wyrok w głośnej sprawie funkcjonariuszy drogówki, którzy byli oskarżeni o przyjmowanie łapówek.

Krzysztofowi C. prokuratura przypisywała w akcie oskarżenia kilka czynów karalnych. Ten policjant z ponad dziesięcioletnim stażem służby został skazany na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. Musi też zapłacić grzywnę w wysokości 240 0 zł oraz pokryć koszty postępowania sądowego. To kara za czyn, który udowodniono mu, między innymi na podstawie zeznań funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. To oni zarejestrowali rozmowy policjanta z… prostytutką.

Chodziło o sytuację sprzed kilku lat kiedy to Krzysztof C. oraz Marcin Sz., dwaj policjanci Wydziału Ruchu Drogowego bydgoskiej komendy wspólnie pełnili służbę u zbiegu ulic Bełzy, Wyszyńskiego, Toruńskiej i Jana Pawła II w Bydgoszczy. W radiowozie przebywała z nimi Joanna S. To prostytutka, która za odstąpienie przez policjantów od wypisania jej mandatu (przedtem kierowała autem bez uprawnień), zgodziła się wykonać mundurowym swoje „usługi” seksualne. W radiowozie.

Marcin Sz. usłyszał wyrok roku i trzech miesięcy (również w zawieszeniu. Z kolei Joanna S. została uznana winną i skazana na rok oraz dwa miesiące pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary. Sąd skazał jeszcze trzech innych policjantów za załatwianie, bądź pośrednicze nie w obietnicach wręczenia łapówek przez kierowców. Dwie osoby – Jan W. i Dariusz K. zostały uniewinnione. Sąd nie dopatrzył się w ich czynach znamion przestępstwa. Jedna z tych osób, to kierowca auta zatrzymanego do kontroli drogowej.

Wyrok jest jeszcze nieprawomocny.

W policji już krążą komentarze na temat tego wyroku. Jeden z mundurowych (chce pozostać anonimowy, rzecz jasna) skwitował sprawę słowami: – Zawiasy?! No, to niezłe pajdy dostali!

74-latek sięgnął po siekierę. Może już nie wyjść z więzienia

Henryk B. siedział 15 lat za zabójstwo. Wyszedł z więzienia, znalazł schronienie u dalszych znajomych w bydgoskim Fordonie. Pół roku mieszkał u nich niecałe trzy miesiące. 19 listopada 2016 roku wydarzyło się coś, czego może żałować do końca życia.

Adam K., gospodarz domu cudem uszedł z życiem, mimo że dostał siekierą w głowę. Jego partnerka zmarła później w szpitalu. Miała osmolone drogi oddechowe i liczne ślady bicia.

Oskarżony Henryk B. teraz wypiera się, twierdząc, że nie ma z tym nic wspólnego. Jego proces właśnie się rozpoczął.

– Czy użył pan siekiery? – sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy zadała wczoraj pytanie oskarżonemu o zbrodnię Henrykowi B.

– Co proszę? Używać, używałem… – odpowiedział mężczyzna.

– Czy tamtego dnia użył pan siekiery? – sprecyzowała sędzia.

Kłopoty ze słuchem Oskarżony dopiero za drugim razem zrozumiał pytanie. Wcześniej, z uwagi na jego wadę słuchu, sędzia nakazała Henrykowi B. wstać z ławy oskarżonych i usiąść tuż przed pulpitem sędziowskim. Tak, by nie było problemów z komunikowaniem. 76-latek odpowiedział, że nie sięgnął po siekierę.

– Tamtego dnia rano pojechałem z Kazimierzem, bratem Adama, do banku odebrać emeryturę – wyjaśniał wczoraj B. – Wziąłem pieniądze. Poszliśmy na obiad. Wypiliśmy trochę… dwie ćwiartki wódki. Potem przyjechaliśmy do domu Adama. Kupiliśmy wódkę. Nie pamiętam, ile wypiłem. Ale byłem już pijany, położyłem się spać. Mężczyzna twierdzi, że kiedy się obudził, zniknęło mu kilkaset złotych emerytury. Miał pretensje do gospodarza domu, Adama K. Oskarżył go o kradzież. Między K. i B. wywiązała się szarpanina.

 

Henryk B. przebywa w areszcie. Jego proces trwa.

Zamach na dyrektora i świadek, który nie chce korony

W Bydgoszczy trwa dziwny proces. Już trzeci w tej samej sprawie. Na ławie oskarżonych Tomasz Gąsiorek, były biznesmen, właściciel ASO Mercedesa w Brzozie pod Bydgoszczą. Towarzyszą mu oskarżeni Henryk L., były boss przestępczy, Adam S., Tomasz Z. i Krzysztof B.

Na naszych łamach Gąsiorek zdecydował się zabrać głos w sprawie procesu, jego przewlekłości i niemocy sądu, który jest bezsilny wobec świadka koronnego odmawiającego współpracy: – Sąd może mówić, że nie wiadomo, gdzie przebywa świadek; że Zarząd Ochrony Świadka koronnego CBŚ odpisuje, iż nie ma kontaktu z nim – komentuje Gąsiorek. – A przecież rozwiązanie jest proste. Niech CBŚ nie wysyła mu pieniędzy (w ramach programu ochrony świadka koronnego, red.). Sąd tłumaczy za każdym razem, że nie może nic z tym zrobić, bo to jest pierwszy przypadek w Polsce, kiedy świadek koronny odmawia współpracy…

Kolejna rozprawa we wtorek 4 lipca.

Makabryczne odkrycie drwali

Włos jeży się na głowie po każdej kolejnej rozprawie w procesie Tobiasa B., Michaela N. i Patryka R. oskarżonych o dokonanie brutalnego zabójstwa w lesie w nadleśnictwie Gołąbek pod Cekcynem w 2015 roku.

Ostatnio w sądzie zeznawał Patryk R.: „Na początku to był taki głupi mój pomysł, żeby mieć w końcu spokój z Darkiem; żeby się go pozbyć. Tobiemu to się spodobało. Powiedział, że można go zastrzelić; że broń można załatwić. Zapytałem, czy on to mówi poważnie; a on na to, że tak. Spotkałem się z Michałem i powiedziałem, że Tobi może załatwić pistolet. Mówił, że nie; że to zbyt brutalne. Przedtem na ten temat tylko żarty były. Nikt oprócz Tobiego nie brał tego na poważnie.”

Ciało 27 czerwca 2015 roku znaleźli dwaj drwale.

– Znaleźliśmy świeżo poruszoną ziemię, a na niej leżący czub sosny – mówił wczoraj w sądzie Kazimierz P., jeden z dwóch drwali, którzy 10 dni po morderstwie natknęli się w lesie na zwłoki T. – Na głębokości jakichś 40 cm było coś białego. Myśleliśmy, że ktoś świnię zakopał. Ale tam była ludzka stopa. Wezwaliśmy na miejsce policję.

Oskarżonym grozi dożywocie.

Koszmar w domu Oliwii

W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy trwa proces 23-latka oskarżonego o znęcanie się nad córką. 4-miesięczne dziecko w październiku ubiegłego roku cudem uniknęło śmierci. Odniosło jednak tak poważne obrażenia, że nie wiadomo, czy kiedykolwiek dziewczynka odzyska pełną sprawność.

W sądzie zeznawała psycholog dziecięca, która badała starszą córkę w tej samej rodzinie. Wizyta z tym dzieckiem w poradni psychologicznej odbyła się jeszcze przed wystąpieniem obrażeń u dziewczynki. Matka przyszła do psychologa ze swoją 2-letnią córeczką, u której występowało opóźnienie mowy. – Są również opóźnione inne obszary rozwoju dziecka, między innymi rozpoznawanie poleceń – wyjaśniała psycholog. Dziewczynka łatwo stawała się agresywna. – Nie można wykluczyć, że te zachowania są związane z trudną sytuacją emocjonalną w domu – dodała. Była to już druga wizyta Pauliny W. u specjalisty ze starszą córką. Wtedy też matka zdobyła się na wyznanie i opowiedziała o sytuacji, jaka panuje w domu.

Tymczasem dopiero w tym roku weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego zaostrzającego kary za znęcanie się nad dziećmi. Teraz nawet za nieinformowanie policji o przemocy grozi nawet do 3 lat więzienia.