platforma blogowa portalu gazeta pomorska

74-latek sięgnął po siekierę. Może już nie wyjść z więzienia

Henryk B. siedział 15 lat za zabójstwo. Wyszedł z więzienia, znalazł schronienie u dalszych znajomych w bydgoskim Fordonie. Pół roku mieszkał u nich niecałe trzy miesiące. 19 listopada 2016 roku wydarzyło się coś, czego może żałować do końca życia.

Adam K., gospodarz domu cudem uszedł z życiem, mimo że dostał siekierą w głowę. Jego partnerka zmarła później w szpitalu. Miała osmolone drogi oddechowe i liczne ślady bicia.

Oskarżony Henryk B. teraz wypiera się, twierdząc, że nie ma z tym nic wspólnego. Jego proces właśnie się rozpoczął.

– Czy użył pan siekiery? – sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy zadała wczoraj pytanie oskarżonemu o zbrodnię Henrykowi B.

– Co proszę? Używać, używałem… – odpowiedział mężczyzna.

– Czy tamtego dnia użył pan siekiery? – sprecyzowała sędzia.

Kłopoty ze słuchem Oskarżony dopiero za drugim razem zrozumiał pytanie. Wcześniej, z uwagi na jego wadę słuchu, sędzia nakazała Henrykowi B. wstać z ławy oskarżonych i usiąść tuż przed pulpitem sędziowskim. Tak, by nie było problemów z komunikowaniem. 76-latek odpowiedział, że nie sięgnął po siekierę.

– Tamtego dnia rano pojechałem z Kazimierzem, bratem Adama, do banku odebrać emeryturę – wyjaśniał wczoraj B. – Wziąłem pieniądze. Poszliśmy na obiad. Wypiliśmy trochę… dwie ćwiartki wódki. Potem przyjechaliśmy do domu Adama. Kupiliśmy wódkę. Nie pamiętam, ile wypiłem. Ale byłem już pijany, położyłem się spać. Mężczyzna twierdzi, że kiedy się obudził, zniknęło mu kilkaset złotych emerytury. Miał pretensje do gospodarza domu, Adama K. Oskarżył go o kradzież. Między K. i B. wywiązała się szarpanina.

 

Henryk B. przebywa w areszcie. Jego proces trwa.

Zostaw komentarz