platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: Sierpień 2019

Procesy wloką się coraz dłużej. U nas średnia to już ponad pięć i pół miesiąca

Do sądów w okręgu bydgoskim wpłynęło w tym roku ponad 13 tysięcy spraw, a 11 procent wszystkich postępowań trwa dłużej niż rok. W Toruniu takich przewlekłych spraw jest prawie 8 procent, a we Włocławku – 9,5.

Sądy mają problem z opanowaniem coraz większego napływu spraw.

W Sądzie Okręgowym we Włocławku, na przykład w całym ubiegłym roku tak zwany współczynnik opanowania, czyli zmienna ukazująca, w jakim stopniu „załatwiane” są nowe kierowane do sądu sprawy, wynosił 103,79. Co to oznacza? W dużym uproszczeniu to, że nie dość, iż nadano bieg, załatwiono wszystkie sprawy, które w 2017 roku trafiły do sądu, to jeszcze zakończono inne, starsze postępowania.

Procesy dłuższe niż trzy lata

W całym kraju w zeszłym roku średnia długość postępowania sądowego wynosiła 4,7 miesiąca. Z danych resortu za pierwszych sześć miesięcy tego roku widać, że czas ten wydłużył się do 5,4 miesiąca.

To dane tylko z cząstkowych informacji zamieszczanych na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Ostatni raport porównujący efektywność pracy sądów w dłuższym okresie dotyczy lat 2007-2017. Wynika z niego, że wydłuża się czas postępowań. Jak bardzo? Jeśli chodzi o procesy w pierwszej instancji w skali kraju średnia wynosi już powyżej pięciu miesięcy. Przybywa też spraw, które trwają dłużej niż trzy lata, a średni czas postępowań komorniczych wynosi juz ponad 11 miesięcy.

Od stycznia do końca czer-wca 2017 roku natomiast współczynnik ten – jak wynika z najnowszej analizy pracy sądów, którą opublikowało właśnie Ministerstwo Sprawiedliwości – wyniósł blisko 94 procent.

Dla porównania „współczy-nnik opanowania” dla Sądu Okręgowego w Bydgoszczy w 2017 roku (dane dotyczą wszy-stkich 12 miesięcy) wynosił 100,99, a w pierwszym półroczu 2017 był nawet wyższy, bo osiągnął 104,7.

Najwięcej nowych spraw, które zostały skierowane do bydgoskiego sądu okręgowego, trafiło do wydziałów ubezpieczeń społecznych i pracy.

Echa lat 2016-2017?

O spadku efektywności możemy mówić z kolei w Sądzie Okręgowym w Toruniu.

Tam w 2017 roku nie załatwiono wszystkich spraw, które trafiły na wokandę, współczynnik wynosił 99,12. Ale dane za pierwszych sześć miesięcy tego roku pokazują dalszy spadek – do poziomu 93,1 proc.

Sędziowie zaznaczają, że te nawarstwiające się postępowania to w dalszym ciągu efekt zamrożenia etatów sędziowskich z lat 2016-2017. Pytany przez „Rzeczpospolitą” sędzia Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów „Iustitia” wskazywał, że wakatów, czyli nieobsadzonych stanowisk sędziów było w krytycznym momencie ponad pół tysiąca. – Stale rosnącą liczbę spraw sądzi dużo mniej sędziów. Nie służy też atmosfera wokół sądownictwa, zapowiadane ciągłe reformy, wymiana kadrowa.

Problem też w prokuraturze

Tylko w pierwszej połowie tego roku do wszystkich sądów w okręgu bydgoskim wpłynęło ponad 13 tys. nowych spraw. W sądach okręgu toruńskiego zarejestrowano nieco ponad 8 tysięcy nowych postępowań, które mają zostać rozpatrzone, a w okręgu włocławskim nowych spraw było 9,2 tysiąca.

Specjaliści upatrują przyczyn przeciągających się spraw nie tylko w zmianach w sądownictwie, ale i w prokuraturze.

„Nadmiernie rozbudowany, do rozmiarów groteskowych, obowiązek informacyjny odcią-ga śledczych od podstawowych obowiązków na rzecz przygotowywania szczegółowych informacji i analiz dla wszystkich jednostek wyższego szczebla” – twierdzi prok. Aleksandra An-toniak-Drożdż w analizie opublikowanej przez stowarzyszenie Lex Super Omnia.

ŚMIERĆ NADANA MESSENGEREM

Nieludzkie. Tak chyba trzeba nazwać zachowanie osoby, która krótko po koszmarnym wypadku w Miradzu wysyłała rodzinie fotografie ofiar. Nie wiadomo, kto jest autorem tych makabrycznych zdjęć. Wiadomo natomiast, że wykonała je osoba, która była na miejscu, stała blisko pracujących techników kryminalistyki. Zdjęcia, na których widać, między innymi, ciało leżące w aucie zniszczonym po uderzeniu w drzewo, a także na którym ktoś utrwalił zwłoki leżące na worku wprost na ziemi, wysłano do bliskich zabitych. Otrzymali je między innymi brat i ojciec jednej z ofiar. Otrzymali dalsi krewni. Wcześniej ktoś – nie wiadomo, czy ta sama osoba, bo śledczy dopiero zajmą się tą sprawą – włamał się na konto jednej z ofiar i z FB wysyłał prywatne zdjęcia. Fotografie mężczyzny, który zginął w Miradzu, opatrzono komentarzem wyrażającym – to eufemizm – zadowolenie, że skutek zderzenia był taki, a nie inny. Że się należało. Że to musiało się wydarzyć. Rodzina jest w szoku. Jeden z naszych informatorów, ten sam, który poinformował redakcję o rozpowszechnianiu w sieci drastycznych zdjęć – snuje przypuszczenia na temat motywów zwyrodnialca, który rozpoczął tę makabreskę. Kim mógł być? Z prokuratury płyną zapewnienia, że w chwili, kiedy złożone zostanie oficjalne zawiadomienie od osoby, która poczuła się dotknięta rozpowszechnianiem fotografii, wszczęte zostanie w tej sprawie śledztwo.

To nie pierwszy raz, kiedy internet staje się narzędziem okrutnej, bezdusznej zabawy. Choć może bardziej należałoby nazwać podobne czyny torturą, zajęciem kata. Kolejny raz zdaje się potwierdzać teza o tym, że dostępność sieci i nowoczesne możliwości komunikowania są tak dobre jak my, czyli korzystający z nich. Uczeni, w tym Marc Hauser, biolog ewolucyjny z Harvardu, twierdzą, że mamy w sobie nieuświadomioną „gramatykę moralną”. Tę samą, która pozwoliła naszemu gatunkowi przetrwać, i podobną do tej, która cechuje zwierzęta stadne. Nie ubliżając jednak naszym braciom mniejszym, publikowanie w sieci zdjęć zmasakrowanych ciał trzeba nazwać bestialstwem.