platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Archiwum: Grudzień 2019

Od Francji do Nigerii

Ryszard Terlecki z rozbrajającą szczerością mówi o tym, że trzeba zdyscyplinować nadzwyczajną kastę. A projekt zamykający usta sędziom pod groźbą postępowań dyscyplinarnych, przesuwania do orzekania w innych miejscowościach (z dala od domu) czy nawet wyrzucania z zawodu nazywa „bardzo łagodnym”, wręcz „delikatnym”. Taką wypowiedź można by położyć na karb sposobu bycia (i obycia) posła Terleckiego, który nieraz wcześniej błysnął podobnymi, nośnymi figurami stylistycznymi w komentarzach udzielanych do bieżących działań rządu. W tym przypadku oczekiwać od Ryszarda Terleckiego merytorycznej wypowiedzi to jak liczyć na wyważony komentarz na temat LGBT czy unijnej flagi w Sejmie z ust (byłej już) posłanki Krystyny Pawłowicz.

Tu jednak nie chodzi wyłącznie o indywidualną skłonność do udzielania ciętych, wyrazistych komentarzy. Tu chodzi o coś więcej. Politycy Zjednoczonej Prawicy najwyraźniej święcie wierzą w to, że sędziów należy uciszyć i ukrócić im swobodne komentowanie spraw bieżących. I – by było jasne – nie, sam nie jestem zwolennikiem tego, by ten czy ów obecny bądź były (w stanie spoczynku) sędzia udzielał komentarzy na tematy polityczne. Wszak nie bez powodu sędziowie nawet i dzisiaj nie mogą prowadzić działalności politycznych. Kiedy w grę wchodzi jednak opiniowanie ustaw stojących w jasnej sprzeczności zarówno z polską konstytucją, jak i prawem traktatowym (przecież sami w końcu i z własnej woli wstąpiliśmy do Unii Europejskiej), to nie tylko godzę się na to, ale i wręcz oczekuję, by głos sędziów był słyszalny.

W uzasadnieniu projektu noweli znajduje się odwołanie do francuskiej Rady Konstytucyjnej, która uznaje prawo państwa do „ostatniego zdania” w uchwalaniu prawa. Krytycy tej argumentacji podkreślają, że jest wyrwana z kontekstu. A w 2016 r. w Parlamencie Europejskim przyjęto rezolucję w sprawie Polski na jednej agendzie z problemem łamania praw człowieka w Nigerii. Jestem w stanie więc wyobrazić sobie, że któryś z nigeryjskich polityków mógłby z powodzeniem powoływać się na polskie wzorce.

Kto ma talent, na prezydenta!

Powszechne i bardzo chętnie powtarzane są oceny polityki, jako dziedziny życia, w której standardy lecą na łeb na szyję. Zawód (sam należę jeszcze do tych naiwnych, którzy skłonni są zaryzykować użycie tu określenia: powołanie) „polityk” zyskuje wręcz wydźwięk pejoratywny. I, powiedzmy sobie szczerze, nie jest to nic nowego. Pamiętamy, kiedy lata temu Kazik Staszewski śpiewał o „artystach”, śpiewając tak naprawdę nie tylko o twórcach, ale też (może przede wszystkim) o politykach, z którymi trzymali. Ktoś powie, że utwór „Artyści” odnosi się do czasów trzy dekady temu zmarłej i pogrzebanej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Ale , niech tam – dalej będę się upierał, że wydźwięk piosenki jest jednak uniwersalny.

Standardy w polityce (nie tylko polskiej zresztą) lecą na łeb na szyję głównie z powodu co rusz wybuchających i „grillowanych” później tygodniami afer. A repertuar postaw i sytuacji wciąż podobny: chciwość, oportunizm, prywata i nepotyzm. No i partyjniactwo. To ostatnie według mnie jest szczególnie szkodliwe, bo powoduje, że nawet dobre intencje polityków chwilowo wyłamujących się z dyscypliny ugrupowań opozycyjnych, ale i tych będących u władzy, i tak w końcu grzęzną w bagienku pomniejszych interesów, wojenek personalnych.

To dobrze widać w rozkręcającej się kampanii prezydenckiej. Dopóki ewentualna kandydatura Donalda Tuska pozostawała wielką niewiadomą, to teraz widać jak na dłoni, jak wielki problem trawi, np. Platformę Obywatelską. Oto klub popiera kandydatkę Małgorzatę Kidawę-Błońską, ale już partyjne doły zdają się stawać murem za prezydentem Jaśkowiakiem. Na horyzoncie pojawił się kandydat obywatelski w osobie znanego i lubianego Szymona Hołowni. Tenże, im więcej czasu mija, tym mniej kojarzony jest z byciem publicystą o poglądach umiarkowanie konserwatywnych i franciszkańsko-katolickich, a bardziej z programem „Mam Talent”, który współprowadzi od 12 lat. Nie ma wprawdzie bagażu politycznego, ale i nie wiadomo, czy przyszłemu prezydentowi powinien wystarczyć sam talent.

Potwór, a nie reforma

To jeszcze nieoficjalne, więc na razie na zasadzie przecieków „z ministerstwa”, ale wynika z nich, że PiS szykuje prawdziwą wisienkę na torcie upolitycznienia sądów w Polsce. Oto wzorem przepisów rodem z Republiki (Francji) sędziowie mieliby być poddawani automatycznie wszczynanym postępowaniom za wypowiadanie się publiczne na tematy polityczne. Swoją drogą, po tej kawalkadzie zmian przepisów i standardów prawnych, która przetoczyła się, a momentami wręcz przecwałowała, przez polskie sądownictwo w ostatnich latach, aż dziwne, że ktoś tam, hen na górze ministerialnej maszyny sprawiedliwości wpadł na taki pomysł dopiero teraz.

Wszak, można było tak od razu… Po co te wszystkie pracochłonne zmiany w ustawach o Krajowej Radzie Sądownictwa, o Trybunale Konstytucyjnym, o Sądzie Najwyższym, kolejno nowelizowane przepisy ustawy o sądach powszechnych, o prokuraturze. I te wszystkie nocne procedowania w Sejmie, protesty pod Senatem (senator Rulewski w geście protestu wystąpił kiedyś nawet w więziennym drelichu), batalie, podjazdowe potyczki z europejskim trybunałem sprawiedliwości i Komisją Europejską bezczelnie wściubiającymi swoje nosy w nasze, polskie sprawy. Ile to wszystko napsuło krwi, ile nienawistnych słów wypowiedziano przeciw i w obronie „kasty” sędziowskiej, ile politycznych karier wzrosło, a ile upadło w trakcie trwania tego serialu pod tytułem „PiS dekomunizuje sądy”?

Można było od razu załatwić sprawę zakazując sędziom wypowiadania się na tematy polityczne. I nie byłoby wtedy komentarzy niepokornych sędziów z „Iustitii”, którzy krzyczą o jakiejś wolności, niezawisłości, itd. Obóz władzy nie musiałby wtedy zapewniać, że tylko sięga po gotowe przepisy prawne z Hiszpanii, Francji, czy Niemiec, gdzie rzekomo i upolitycznienie jest większe, i nikt nie robi z tego afery. Tylko jak wtedy rozumieć komentarze takie, jak prof. Ewy Łętowskiej, która kiedyś stwierdziła, że z tego pomieszania inspiracjami z innych krajów nie powstaje reforma, ale jakiś potwór?