platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Nasza „Królewna Śnieżka” podbija Europę

Nie ma się jednak z czego cieszyć. Bo nie o bohaterkę baśni braci Grimm chodzi, a o speed, biel, czy też  inhibitor zwrotnego wychwytu dopaminy znany szerzej jako… amfetamina. Jako, że nie ma dnia, by do redakcji nie przyszedł policyjny komunikat o złapaniu dilera handlującego amfą i szczującego dzieciaki na ulicach kujawsko-pomorskich miast, naturalną koleją rzeczy było sprawdzić, skąd w ogóle proszek ów trafia na lokalny rynek.

Zadanie okazało się trudne, ale… bez przesady. Ten i ów gawędziarz poproszony o komentarz w w/w sprawie, twierdził, że większość amfetaminy, która wpada w ręce kujawsko-pomorskich kryminalnych, to nic innego, jak produkt lokalny. „Dobro regionalne” – padło nokautujące stwierdzenie. Te rewelacje potwierdzają również śledczy prokuratury. Jeden z nich zapytany, ile prawdy może być w tym bajaniu, potwierdził, że „feta” nasza jest. Mało tego, jak się okazało lokalni producenci, działający w garażach i piwnicach zabunkrowanych miast i miasteczek regionu na tyle opanowali rzemiosło mieszania „szuwaxu”, że dysponują prawdziwymi fabrykami amfetaminy. Często są to dziuple z pełną linią produkcyjną, wszelkimi odczynnikami i urządzeniami potrzebnymi do wyprodukowania wręcz hurtowych ilości „podwójnego haselhoffa bez wiedzy dejwida” (co do tych barwnych określeń amfetaminy, przyznaję się, że wyszperałem je w „Słowniku synonimów on-line”. I autorom tegoż składam należny im hołd).

Fabryki – raz po raz likwidowane przez policję – wyrastają, jak grzyby po deszczu i wręcz nie nadążają z produkcją. A o tym, że rynek zbytu (i to duży) u nas istnieje, świadczy choćby historia jednego z monopolistów w dilerskim rzemiośle. Otóż trzydziestokilkuletni osobnik o pseudonimie „Radziu” w samym tylko bydgoskim Fordonie (dzielnica licząca ponad 70 tys. mieszkańców) w ciągu kilku lat zdołał rozprowadzić co najmniej kilkadziesiąt kilogramów „fuki” (op. cit.). Rzecz jasna dokonał tego, zanim został zatzymany przez policję, prowadzącą szeroko zakrojone śledztwo w sprawie gangu „Kadafiego”, ale to już zupełnie inna historia.

Wspomniany już śledczy potwierdził również, że polska amfetamina znajduje rynki zbytu i ma stałych odbiorców na zachodzie Europy. Nasze „wyroby” z powodzeniem sprzedają się tak samo dobrze w Holandii (słynącej z liberalnego podejścia do miękkich narkotyków w rodzaju marihuany), Niemiec, ale też do Skandynawii. Brak danych, czy w Norwegii polska amfetamina wypiera już jakże tam popularny tytoń do żucia. Grunt, że się sprzedaje. Renesans rodzimego eksportu „speedu” do krajów Wspólnoty Europejskiej zaczął się wraz z otwarciem w 2004 roku wewnętrznych unijnych granic między Polską a resztą UE.

Co ciekawe od początku lat dziewięćdziesiątych systematycznie spada w naszym kraju zapotrzebowanie na „królową” heroinę. A raczej zapotrzebowanie spadło do minimum i – jak podkreślają prokuratorzy – utrzymuje się na stałym poziomie. Kto jeszcze bierze heroinę? Jeden ze śledczych twierdzi: „Niewielu”. Zaraz potem jednak dodaje, że heroina jako twardy i – jak na polskie warunki – bardzo drogi towar stała się narkotykiem ekskluzywnym. Do Polski trafia prawie wyłącznie jednym szlakiem przerzutowym – przed port w Gdańsku. Z Trójmiasta wiedzie również kanał, a właściwie to cały rurociąg czystej kolumbijskiej kokainy. Ledwie kilka miesięcy temu nasi pogranicznicy przechwycili transport dziesięciu kilogramów prochu. Skoro zarówno kokaina, jak i heroina trafiają do nas przez Gdańsk, to dlaczego za każdym razem nie udaje się w porę wychwycić tych transportów?

– To niezwykle zakamuflowany interes. Biznes oparty na dyskrecji podszytej strachem – wyjaśnia jeden ze śledczych. – Osoby, które są uwikłane w pozyskanie narkotyku, organizowanie całej logistycznej operacji przerzutu do Polski, a następnie dystrybucji do klientów, zdają sobie sprawę, że gdy policja przerwie choć jedno ogniwo tego misternego łańcucha, ktoś może za to zapłacić wysoką stawkę.

Na szali narkobiznesu ważą się nie tylko ogromne pieniądze. Za podjęcie współpracy z policją nieraz grozi po prostu śmierć. To żadne odkrycie. Warto się więc zastanowić, czy polski produkt eksportowy – amfetamina – to powód do dumy, czy wstydu.